niedziela, 18 grudnia 2011

Czasem..

Czasem są takie chwile w życiu, że żadne słowo, żaden czyn, żaden dotyk nie pomaga. W środku duszą się łzy, które nie mogą i nie chcą wypłynąć. I niby nie stało się nic, nic nowego, nic szczególnego - jakiś spadek temperatury, jakaś nadzieja rzuciła się z trzynastego piętra, komuś stanął świat na moment.

Nie wiem, co będzie dalej. Nie wiem, na ile starczy mi jeszcze sił - by skończyć walkę lub by ją kontynuować. Wiem, że mam w głowie straszny bałagan i wielki żal do świata.

I nie. Nie mam doła, nie wracam do tego stanu sprzed kilku miesięcy, ale nie wierzę w łut szczęścia po prostu. Jak w niego wierzyć po 2.5 roku bezskutecznych prób, po przerobieniu tysięcy pomysłow, kilkunastu lekarzy, różnych scenariuszy leczenia? To w moim przypadku już drugie próby - niby lepiej, bo jeden mały-wielki sukces śpi w pokoju za ścianą, ale jednak gorzej, bo wiem, jak smakuje coś, czego pragnę, a czego nie mogę osiągnąć - a ta świadomość jest paląca. Są takie dziewczyny, które raz już przeszły przez to piekło i dostają od Boga bonus, gratis, drugie szczęście - tak wiem, tak znam takie, ale widocznie ja jestem poza tą listą. I chyba czas się z tym godzić.

Dziś próbowałam sobie wyobrazić ile leków przez te lata zjadłam - czy to będzie duża reklamówka, czy jeszcze jednak niebyt wielka. Przytłaczające są takie myśli..

niedziela, 11 grudnia 2011

Mimi

- Mimiiii!!!
- A dlaczego ja jestem Mimi, synku?
- Bo jesteś taka słodka i śliczna - jak Mimi!

I wszystko jasne :)

wtorek, 29 listopada 2011

Kochanie...!!!

Niesamowite jest to, jak dzieci kopiują zachowanie dorosłych. Jak nas obserwują, jak widzą nasze emocje, nasze uczucia.
Dziś. Siódma rano. Szpilek siedzi z mlekiem przed TV i ogląda bajkę. Szpilkowa Mama w tym czasie miota się w porannym szale. Trochę nerwowo, bo zaspaliśmy i nagle...

"Kooooochaaaaanie.....Kooooochaaaanie, chodź do mnie...!!!"

i jakoś świat stanął w miejscu, gdy ten mój młodszy mężczyzna mnie zawołał.

niedziela, 20 listopada 2011

Dawidek i Hania

Po raz kolejny się spotkali. Po raz kolejny nierozłączni. Po raz kolejny zadziwił mnie fakt, że przez 4 dni ani razu się nie pokłócili, nie pobili, a cały dzień było słychać tylko "Dideeeeek, oććććć!", "Hania, gdzie jesteś?" Serce rośnie, że mimo tego, że Dawidek jest jedynakiem, to jest ktoś, kto kocha go jak brata. Ech...











Prezenty

Od jakiegoś czasu z niewiadomego powodu przewija się u nas w domu temat prezentów, świąt i Mikołaja. Dziś Szpilek rozmawiał z babcią o tym, co się dzieje gdy dziecko jest niegrzeczne. Babcia starą metodą przekazała dziecku, że jak będzie niegrzeczne, to nici z prezentów i tylko rózga do - cytuję - bicia w pupę.
Mama Szpilkowa nieco zdrętwiała na to hasło, ale uznała, że najlepiej będzie tematu nie ciągnąć.

Szpilek wydawał się nie przejąć faktem, że coś może pójść nie tak z prezentami, ale do czasu. Usypialiśmy się właśnie, gdy Mały podniósł głowę i mówi "Mama, a wies, babcia powiedziała, że jak święty Mikołaj jest niegzecny, to nie przyniesie plezentów pod choinkę, tylko wkłada je dziecku pod pupę, wies?"

No - podoba mi się taka wersja wydarzeń :)

sobota, 19 listopada 2011

PRAWDY

- Mamo, mogę włączyć bajeczkę???
- Nie możesz, bo nie powiedziałeś mi prawdy, synku.
- No dobra - PRAWDY! Mogę włączyć bajeczkę?
 Ech no i jak tu go wychowywac?

środa, 2 listopada 2011

Amenty

Szpilek to maly diabełek - nie zna modlitw, ledwo sie umie przeżegnać, ale niestety taka w tym "zasługa" rodziców, bo jakoś nie po drodze im z tym wszystkim.
1 listopada na gronach próbowała Szpilkowa mama nieco okiełznać łobuza, więc zamiast kolejnej skocznej piosenki zaproponowała, by się pzeżegnał, na co Szpilek przystał z radością
- Dawidku, żegnamy się - w imię Pjca i Syna i Ducha Świętego...
- ...Mikołaja...
- ....?????....
- Świętego Mikołaja, no!
- ....??????.....
- ...aha, Ament, zapomniałem o ament oczywiście.

A po powrocie do domu opowiadał jak to widział dużo amentów na cmentarzu.

No wesoło jest :)

1 listopada

Z okazji 1 listopada Szpiluś wyruszył z dziadkiem i rodzicami po grobach. Jak to zwykle bywa, dziecko w takim miejscu złapało szmapański nastrój i podśpiewywało co skoczniejsze melodie w najmniej odpowiednich momentach.
Szpilkowa Mama próbowała mu tłumaczyć, że cmentarz to takie miejsce dla ludzi, ktorzy poszli do nieba, jak np mamy dziadek i babcia i ze na takich domkach stawia się lampkę dla nich, by było im miło, co Szpilka mocno zaintrygowało:
"Mamo, a oni przy tych domkach to mają place zabaw?"

poniedziałek, 24 października 2011

A co robi Twoja mama?

W samochodzie. Osoby uczestniczące: Szpiluś, Szpilkowa Ciocia, Szpilkowa Mama i Szpilkowy Tata.
- Ciocia, a co robi Twoja mama?
- YYyyyyy..
- Twoja mama robi pierogi.
- Dawidku, a co robi Twoja mama?
- Moja mama... moja mama dłubie w nosie!



Boże, widzisz i nie grzmisz?

Pamiętaj!

- Mama, jak będziesz sikać na stojąco, to pamiętaj, sikaj do wody w kibelku, a nie na podłogę. Bo jak sikasz na podłogę, to ktoś się może poślizgnąć. Mama, będziesz pamiętać, jak będziesz sikać na stojąco?
- Yyyy tak synku, będę pamiętać.

:)

Wstyd, wstyd, wstyd.

Tyle mnie tu nie było, tyle rzeczy się wydarzyło, ale doba nie z gumy... no wiem, wiem, kiepskie wytłumaczenie, ale od dziś postanawiam poprawę.
Szpilek został dzielnym przedszkolakiem, który swoje przedszkole uwielbia, nasza budowa ruszyła, Mama i Tata jeszcze nie zwariowali w swojej codziennej gonitwie - czyli jakby wszystko w normie :)

Na początek - niestety własnie sie choroba zaczyna. Co prawda, pierwsza od początku przedszkola, ale męczy się Szpilek niemożebnie. Ech no - zdrówka, synku!

niedziela, 5 czerwca 2011

Cała prawda o tatusiu

Szpilek w czasie wczorajszego spaceru wygłosił mowę..

"Wiecie co... tak mi psysło do głowy pewien pomysł... wiecorem jak dziecko zmęcone, mama bierze go i idą laziem do łożiecka, a tatuś.... tatuś ogląda filmik, mnóstwo filmików...."

Taaaa i jak temu dziecku nie przyznać racji? :P

sobota, 21 maja 2011

Kolo

Szpilek mówi już od dawna bardzo ładnie, płynnie i wyraźnie.
Niewątpliwie jest to powód do dumy, choć czasem przysparza on rodzicom nie lada zakłopotania.

Ot takie dwie sytuacje z dzisiaj.
Odwiedziła nas dziś pewna pani - w celach czysto służbowych. Spotkanie trwało około 40 minut, co wg Szpilka stanowiło dużo za dużo. W pewnym momencie pani wstała na chwilę, co zostało przez łobuziaka skwitowane "Pani juś wreście sobie idzie, tak?"

Ale to nic w porównaniu z drugą sytuacją, która wydarzyła się jakąś godzinę później.
Wybraliśmy się gromadnie na lody - Szpilkowa Rodzina plus ciocia Justyna. Lodziarnia stanowi lokal w niedużym centrum handlowym. Pół pomieszczenia zajmuje rzeczona lodziarnia wraz ze stolikami, a drugie pół - sklep z planszówkami. Szpilek w oczekiwaniu na lody pociągnął Szpilkową Mamę do stolików z komentarzem "Chodź, idziemy do restauracji" :) Usiedliśmy razem, przy sotliku obok właściciel sklepu (pan ok 40letni) z planszówkami grał namiętnie w jedną z gier. Szpilek intensywnie przyglądał się grze, po czym ze zmarszczonym czołem wypalił "Ej  kolo! Kolo - co Ty tam jobiś??" Szpilkowa Mama przyzna ze wstydem, że zabrakło jej siły i zamiast dziecko skarcić, popłakała się ze śmiechu ....

poniedziałek, 16 maja 2011

Zdrada, czyli młodszy mężczyzna nadciąga..

Co tu ukrywać - nigdy Szpilkowa Mama nie planowała zdrady. Ale ponoć jej się nigdy nie planuje - sama przychodzi - pomaga jej w tym sposobność, namiętność i ten kusiciel.
W przypadku Szpilkowej Mamy - namiętność trwa już od dawna, sposobność jest prawie co noc, a kusiciel - bardzo atrakcyjny, duuużo młodszy od Szpilkowego Taty i naprawdę niezłe ciacho.

I tak to dziś przy okazji nieobecności Taty, leżała Szpilkowa Mama w łóżku z Kusicielem, który wyszeptał: "Mam pjopozićję, wies? Śpaj dziś zie mną, cio??"

I jak mu odmówić ?? :)

niedziela, 15 maja 2011

Szpilkowy szpital

Cóż u Szpilków się dzieje?
Niby niewiele, ale jednak.
Ostatnio niestety chorobowo - Szpilek ma zapalenie ucha, Szpilkowa Mama - jakąś wredną grypę z koszmarnymi bólami mięśni, a Szpilkowy Tata - zarwany miesięń barkowy.


Ale kiedyś musi być lepiej... :)

niedziela, 17 kwietnia 2011

Łobuzów dwóch (a raczej dwoje)

Dziś tylko czy raczej AŻ zdjęcia.
Dawidek i Hania. Hania i Dawidek. Cioteczne rodzeństwo. 11 miesięcy różnicy. Charakterki podobne. Boscy, co?











sobota, 16 kwietnia 2011

Poliglota

Ostatnio było tu trochę depresyjnie, więc czas zmienić nastrój. Musi się Szpilkowa Mama pochwalić synulcem, bo dziś zszokował i zaimponował niejednemu :)

Z racji bardzo miłych odwiedzin, wybraliśmy się ilością hurtową (pięcioro dorosłych i dwójka rozbrykanych łobuziaków) na plac zabaw. Pogoda śliczna, aczkolwiek trochę wiał wiatr.
Szpilek w pewnym momencie poczuł ten wiaterek na buzi, po czym zamyślony mówi "Hmmmm... no jak to się mówi po angielsku.....?? It's windy , taaaaak?", po czym pokazuje zepsutą łopatkę i mówi "Och, a to jest chyba broken" :D

Mina Mamy i wszystkich dorosłych zgromadzonych wokół piaskownicy - bezcenne. Jednak ten Noddy czegoś uczy :)

środa, 13 kwietnia 2011

Bieg przez płotki

Śmiech pusty Szpilkową Mamę na to, że kiedyś myślała, że nie ma czasu na nic. To co dzieje się przez ostatnie dwa tygodnie jest znakomitym preludium do zawału serca albo przynajmniej do załamania nerwowego. I tylko Szpilkowa Mama czeka, kiedy to nastąpi.

Typowy dzień przedstawia się następująco:
5 rano "Maaaaaaaamo, śtajaaaaaaj!" - okrzyk prosto w ucho szybko stawia na nogi. Wszelkie próby przekonania, że nocka, że trzeba spać, że mama chce spać są standardowo lekceważone i szybko wybijane z głowy. W najlepszym razie może Mama drzemać na siedząco (absolutnie nie wolno jej się położyć) przy bajkach (i tu protest na Rybkę MiniMini, która wstaje o szóstej - czemu tak późno??).

7.30 - Szpilkowa Mama wybiega z domu. Pierwszy środek lokomocji - autobus - 7 minut, bieg na stację - 2 minuty, dojazd kolejką do centrum - 16 minut, bieg do metra - 2 minuty i przejazd dwu stacji - 3 minut. Wybiegamy po ruchomych schodach w górę. Przybicie karty na bramce,winda, przybicie karty na drzwiach, lista obecności, szybka kawa. Zaczyna się praca, kanapka jedzona w pośpiechu, rezygnacja z przerwy.

O 17.11 - podczas gdy cala firma nadal pracuje - Szpilkowa Mama dokonuje firmowego rytuału pt podanie reki każdemu pracownikowi (jakos ten rytual bardziej kojarzy sie Mamie z zauwazeniem faktu "o! ona znow wychodzi jako pierwsza!") i droga powrotna, która złośliwie trwa dłuzej niż rano, bo Mamie się przecież bardziej się spieszy. Spóźnienie Szpilkowej Mamy lub któregokolwiek ze środków lokomocji powoduje rozwalenie skrupulatnie ułożonego dalszego planu.
18.00 - planowo przekracza Szpilkowa Mama próg domu. Szybka konwersacja pt. czy Szpilek zjadł obiad, czy był na spacerze, jaki ma humor, co trzeba zrobić, do kogo zadzwonić i...
18.10 - Szpilkowy Tata wybiega na trening. Ma Szpilek mamę przez 2-2,5 godziny dla siebie, w tym czasie kapiel, kolacja, fochy, przytulanie. :(
20.40 - wraca Szpilkowy Tata.
20.50 - idzie Szpilek spać. Czas na robienie obiadu na następny dzień, sprzątanie, przytogowanie ubrania na następny dzień, prasowanie....i relaks, hehe..
23.00 - idzie Szpilkowa Mama spać. Standardowo ma Szpilkowa Mama w planie poczytanie książki, pouczenie się włoskiego - w rzeczywistości po 5 minutach śpi snem niespokojnym.

I tak to. Nie musi Szpilkowa Mama mówić, że jej źle, że nie ma czasu nacieszyć się dzieckiem, mężem, spokojem i czym tam jeszcze...?

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Po prostu źle..

Sceneria pt. gdzieś tam daleko, nie wiadomo gdzie..

- I jakie jest Twoje największe marzenie?
- Chciałabym zajść znów w ciążę, urodzić równie zdrowe, piękne i mądre dziecko jak Dawidek - odpowiada Szpilkowa Mama bez zastanowienia, cienia zawahania.
- Ale ja pytam o marzenia, które mają realną szansę spełnienia...

Nienawidzę tego snu, po prostu nienawidzę :( A wraca on zbyt często do mojej chorej - nomen omen - głowy.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Zarobienie totalne

Szpilkowa Mama wpadła tylko, żeby się odmeldować, że żyje i kiedyś wróci - jak tylko opanuje ostatniotygodniowy chaos w rodzinie, związany z nową pracą. :(

środa, 30 marca 2011

Starówka

Wybrał się dziś Szpilek ze Szpilkową Mamą na warszawską Starówkę. Echhhh pięknie było... Zaczęło się od tego, że uciekł nam autobus, więc wsiedliśmy w inny, potem pociąg, metro i tramwaj - już dla tych atrakcji warto było jechać.

A potem.... potem było po prostu tak...

wtorek, 29 marca 2011

Coś się kończy...

Mówi się, że jedne drzwi się zamykają, by nowe mogły się otworzyć. Inaczej przeciąg by był :)


Szpilkowa Mama zamknęła kolejne drzwi za sobą. Tzn oficjalnie zamknie je 31 marca o godzinie 15.30, ale z racji urlopowania się, faktyczne trzaśnięcie nastąpiło wczoraj. I choć nieraz Szpilkową Mamę zalewała fala wściekłości na różne niuanse i różne osobistości, to jednak jakoś żal. Łezka się w oku zakręciła, gdy czytała kolejne odpowiedzi mailowe od osób, z którymi współpracowała, a których w większości nigdy nie widziała. To zwykłe "thank you, it was a pleasure working with you", "będzie nam Pani brakowało, Pani Agnieszko" to więcej niż podwyżka, niż premia dla Szpilkowej Mamy. Tak tak - niedzisiejsze może podejście...

Tak więc drzwi zatrzaśnięte, jeden próg przekroczony, a w piątek ruszać trzeba na sforsowanie kolejnych drzwi. I ma Szpilkowa Mama nadzieję, że gusła w stylu "w piątek zły początek" i 13. piętro, pozostaną tylko gusłami. W każdym razie kciuki mile widziane :)

poniedziałek, 28 marca 2011

Choroba

Szpilkowy Tata choruje naz na ruski rok, ale jak juz mu się zdarzy - to z przytupem. I tym razem scenariusz byl taki jak zawsze: wyszedłem nieubrany, po kąpieli, przewiało mnie, zaczęły mnie boleć zatoki - i na drugi dzień gorączka. I to taka porządna - ok. 39 stopni, bardzo trudna do zbicia. Sprawa była nader poważna, bo trening piątkowy został odwołany - za sprawą MOCNO DELIKATNEJ SUGESTII Szpilkowej Mamy.

A że chory chłop w domu masakrą jest - przekonywać nikogo nie trzeba. Rozłożył się więc Szpilkowy Tata w salonie, by każdy widział jak cierpi, wziął telefon w rękę, by zawiadomić Kogo :) trzeba o jego stanie. I zaczęło się - zrobisz mi herbatkę? Podasz mi pilota? Dasz mi drugą poduszkę? Nie - nie tę, tamtą. A przykryjesz mnie? Podasz mi termometr? Weźmiesz ode mnie termometr?
Choroba trwała do godziny 15 w sobotę, bo wtedy okazało się, że Szpilkowy Tata ma mecz, na dworze rzecz jasna, na który "ON PO PROSTU MUSI JECHAĆ,CHOĆBY BYŁ UMIERAJĄCY". I pojechał. I wyzdrowiał. I nawet gorączka poszła precz.

Tak więc Szpilkowa Mama myśli - po co dawać ibupromy, aspiryny, rutinoscorbiny - może po prostu dać  bilet na mecz i choroby będą ot tak mijać ;)

piątek, 25 marca 2011

Cierpliwość

Które z nas jest bardziej cierpliwe, upierdliwe i wytrwałe w dążeniu do "sukcesu"? Szpilek czy Szpilkowa Mama? Walka trwa, ale szala niebezpiecznie przechyla się w kierunku młodości, ale Szpilkowa Mama broni się jak może - niestety dziś z mizernym skutkiem.

Godzina 5.00.
Tup, tup,tup... "Mogiięęęęę??" Odsuwa się kołdra, malutkie stópki wślizgują się, małe rączki obejmują twarz Szpilkowej Mamie, pierwsza próba zamknięcia oczu "śśśśśpiiiiisz???? a moooooooże włączymy bajeczki?" "Nie, jest nocka.W nocy się śpi"...odkrycie kołdry, przykrycie, odkrycie, przykrycie "Wytrzyj mi noska", nos wytarty, "Maaaamaaaa, śpiiiiisz?" "Tak, śpię""A mooooooże włączymy bajecki???" "Nie, jest nocka, śpij" Nóżki uciekają spod kołdry, zatrzymują się przy stoliku nocnym "Jeśt noćka, nie ma noćki, jest noćka, nie ma noćki" - brzmi barwny opis zapalania i gaszenia lampki. Chlaaaaap... dostała Szpilkowa Mama klepnięcie w policzek "Obuuuuudź się!!!! Poja wstajaaaać!!" "Dawid, tak nie wolno! To boli!" "To może włącimy bajecki?" "No dobra, idź sam sobie włącz. Dasz radę?" "Tak. Huuuuuja, huuuuuja, będą bajecki" Odgłos małych stópek radośnie cichnie.. "MAMAAAAAAAAAAAAAAAAA, OOOOOOĆ, DIEEEEEEGO JEST. OGLĄĄĄĄĄDAMY LAZIEEEEEEM?"

No nic - dzień dobry, piątkowy świecie! :)

czwartek, 24 marca 2011

Miłego dnia!

Szpilkowa Mama przyznaje bez bicia, że w swoim synu zachwyca ją chyba wszystko, rozczula każda głupota, a oczy wilgotnieją na różne dziwności, z których kiedyś w przypadku osób trzecich się śmiała- ale uznajmy, że takimi prawami rządzi się macierzyństwo.

Z racji tego, że wczoraj Szpilkowa Mama urządziła sobie przymusowe wagary w pracy i została w domu, mogła odebrać Szpilka ze żłobka, pójść z nim na niespieszny spacer, poszukać wiosny (nie widziała ni kawałka - ponoć było ciepło, ale Szpilkowa Mama z gorączką mogłaby nawet i lata wczoraj nie zauważyć) - i dziecko wzięło i się rozbestwiło.
Dzisiejsze wyjście do pracy Szpilkowej Mamy było wzruszająco-rozdzierające. Najpierw usłyszała "Nigdzie nie idzies, zostajes w domku z sinkiem!", potem było zawiśnięcie na szyi (drugi koniec tułowia był aktualnie umieszczony w nocniku, więc pozycja dość niebezpieczna) i chlipanie "Nie ziośtanieś zie mną? Pobawis się kjoćkami? " ale na słowa Mamy, że wróci po południu tak szybko jak się da i pójdą na plac zabaw, usłyszała "Mama idzie do placi, Dadidek do źłobecka... papa, mama, miłego dnia, idź jusssssss!"

I jak go nie kochać?

ps. Tatę Szpilkowego też trzeba kochać - biedak od dwu dni po pracy jeździ samodzielnie własnymi ręcyma przenosi ogrodzenie na Szpilkowych włościach - w zamian za to, w krzakach (gdzie on te krzaki znalazł?) odkrył 10 zł i gratis przywiózł gorączkę, bolące ręce i zakwasy..

środa, 23 marca 2011

Kluseczki

Szpiluś znany jest z tego, że jedzenie w jego wykonaniu to jest mistrzostwo świata. Jedzenie, a raczej niejedzenie i wymyślanie. Trzeci rok zajmuje rodzicom zachęcenie go do nowych smaków, do przekonania, że jedzenie jednak bywa przyjemne. Przeszła więc cała trójka etap zachęcania, wmuszania (niestety), olewania, oszukiwania i przekupywania. Nie działa NIC. A jak Szpilkowa Mama słyszy, że może trzeba wymyślić coś innego, by go zachęcić, ma ochotę interlokutorowi wygryźć serce w ramach zachęcania do dalszej dyskusji.





Szpilek ma kilka potraw ulubionych - czyli takich, które ewentualnie zje, jeśli ma smak na nie i Szpilkowi Rodzice mają je tu i teraz. Tak więc w zamrażarce tkwią pierogi babcine, kilka porcji rosołu
 i pomidorówki, w lodówce zawsze żelazny zapas ugotowanego makarony nitek i rurek i co mniej więcej 2-3 dni sos z mięsem - do wyboru w wersji pomidorowej i białej (czyli po ludzku: potrawka). I co? I nic - gramy w zielone, a nuż się trafi..

Scenka z życia w wykonaniu dzisiejszym. W tle podpowiem, że Szpiluś od dwu dni chciał mięsko z ziemniaczkami.
- Dawidek, zjesz zupkę czy mięsko z ziemniaczkami?
- Nie ścię ziupki.
- Czyli zjesz mięsko?
- Tak - z kluseczkami!
- Synku, a może ziemniaczki?
- Nie - Z KLUSECZKAMI!!!
Jakiś czas później..

- Dawiś, proszę mięsko z kluseczkami.
- Zia późno, juś nie ścię....

Jessssuuuuu, cierpliwości......

wtorek, 22 marca 2011

Odliczanie

"Muuuunia, kiedy jest weeekend?"

Szpilek, tak jak i rodzice czeka zawsze na te wolniejsze (przynajmniej z nazwy) dni, kiedy to nie ma porannego biegu do pracy, szkoły, żłobka, kiedy mama jest full-time zabawką, kiedy można chodzić w pidżamie do południa, a na śniadanie jest jajecznica. Można się spokojnie do mamy przytulić i wyszeptać codzienny rytuał "Mój synuś kochany" "MÓJ MAMA KOCHANY" :) Można z tatą się pościgać w biegach po przedpokoju, grać z ciocią w pięć piłek.

Ale najważniejsze, co można zrobić w weekend, to POJECHAĆ DO LIDLA. Tak - moje  dziecko to absolutny fan tego sklepu.  I tak sobie Szpilkowa Mama myśli, że ten LIDLza tę miłość i wszechmocne reklamowanie  to nam jakieś piniąchy powinien odpalić :P

sobota, 19 marca 2011

Aniele mój...

Dziś jest zły dzień. To znaczy to był dobry dzień - leniwy, spędzony ze Szpilusiem - z wycieczką autobusem, ze skokami w kałuży, ale jednocześnie zły i bolesny. Bo znów ze zdwojoną siłą wracają smutne myśłi - i nawet samotny wieczorny bieg nie pomógł w zmęczeniu umysłu.

Aniele mój...

Nigdy Cię nie widziałam, a dowiedziałam się o Tobie w momencie, gdy trzeba się było żegnać. Mimo że minęło już półtorej roku od tamtej chwili, wszystko żyje we mnie. Śmieję się, żyję i oddycham - ale nie zapomniałam o Tobie. Myślę... lubię myśleć, że tam jesteś szczęśliwy i czas spędzasz na niebiańskich zabawach.

Gdyby świat poszedł inaczej wtedy, pewnie świętowalibyśmy właśnie Twoje pierwsze urodziny, stawiałbyś swoje pierwsze kroczki, miałbyś za sobą pierwsze wojny ze Szpilkiem. Pewnie byłbyś też jasnowłosym, uśmiechniętym przylepcem jak Twoj braciszek, a ja bym wzdychała ze zmęczenia, ale w środku serce by pękało z radości i dumy, zamiast obecnego bólu...


Aniele mój... wszystkiego dobrego z okazji Twoich urodzin...

czwartek, 17 marca 2011

Twardziel

Dziś będzie o Szpilkowym Tacie, który mało się tu na razie przewijał.

Szpilkowy Tata nie lubi - jak to określa - zbędnego wydawania pieniędzy. Zwłaszcza nie popiera matczynego ulegania prośbom Szpilusia. Twierdzi, że Szpilkowa Mama powinna być twardsza w tym temacie. Ale, ale...

Dwa dni temu wybraliśmy się wszyscy do pobliskiego małego CH - Szpilkowa Mama w poszukiwaniu butów, a chłopaki - w poszukiwaniu... przygód. W pewnym momencie nastąpił podział na dwie drużyny, by wyprawa szła sprawniej. Po jakimś czasie spotykamy się znów wszyscy razem, a Szpilek zachwycony podnosi rękę do góry "Patśśś, mama, tatuś kupił autko. Piękne autko, plawda?" Ano prawda - pewnie i Szpilkowa Mama zachwyciłaby się nim mocno, gdyby nie było to auto numer tysiąc-pińćset.
Szpilkowy Tata na swoje usprawiedliwienie wybąkał "No grzeczny był... i tak ładnie mnie poprosił..."

Dziś rano Szpilkowy Tata zadzwonił do Mamy z codzienną relacją poranną.
Już przy wyjściu do żłobka zakomunikował:
- Tatuś, idziemy do śklepu!
- A po co?
- Po autko, tatusiu!
- A masz pieniążki?
- Nie mam. Ale tatuś ma i mamusia ma pieniąśki. Tatuś NA PEWNO ma pieniąśki na autko dla Dawidka, plaaaaaawda?

Tatuś zakończył relację: "No i skoro on tak ładnie prosi, to ja mu chyba powinienem to autko kupić, co?"

wtorek, 15 marca 2011

Zmiany

Zmiana nr 1

Zaczęło się wczoraj ok 15.30.
Wylądowała cała nasza trójka u notariusza. Szpilek stwierdził "fajny ten kościółek" i wystawił swoje - jakże trafione - fanty w postaci wiaderka, łopatki i "grabinek" na biurku pana notariusza. Następnie zażyczył sobie bułki i memłając tęże bułkę komentował co któreś słowo. Tą swoją beztroską, spokojem i radością rozbrajał i spiętych sprzedających, i zestresowanych kupujących, i lekko znudzonego swoją pracą pana notariusza, zwanego "panem księdzem".

I w ten oto sposób staliśmy się wszyscy troje właścicielami tego oto kawałka ziemi
TAM będziemy szczęśliwi :)


Zmiana nr 2
 Dziś złożone wypowiedzenie. Od 1 kwietnia zaczyna sie nowa epoka. Troche Szpilkowa Mama jest tym przerażona, ale liczy, że musi być dobrze. Będzie, prawda?

niedziela, 13 marca 2011

Mądrala

- Maaaaammaaaaaaa, gdzie jesteś????????????
- W kibelku, synku - odkrzyknęła Szpilkowa Mama robiąc szczątki makijażu.
Syn stanął w drzwiach i przyjrzał się krytycznie Szpilkowej Mamie.
- Muuuunia, to nie jest kibelek, to jest TUALETA, nie wies??

:)

środa, 9 marca 2011

Kształty

Zadziwia Szpilkową Mamę fakt, jak dziecko postrzega świat. Jak jest to inne spojrzenie niż nasze dorosłe, powierzchowne i takie...nijakie.

Szpiluś zna literki. Widzi je wszędzie, dostrzega na rejestracjach, billboardach, w gazetach. Hmmm - to powiedzmy normalne jest.

Kilka dni temu Szpilek po dłuższym posiedzeniu na nocniku wstał z niego, wpatrywał się dłuższą chwilę w zawartość, po czym z satysfakcją oznajmił "Zlobiłem kupkę IGLEK"... Hmmm, może Szpilkowa Mama potwierdzić :)

Jako że od kilku dni gościmy rodzinę, naszły Szpilka kolejne refleksje. Zdarł wczoraj biednego kuzyna z nocnika, by oznajmić mu "Oooo, ziobać, tlójkąt mas w noćniku"

A dziś rano telefon do mamy do pracy:
- Zlobiłem eL.
Co zrobiłeś, synku?
No kupkę eL zlobiłem!!

Aż strach się bać jakiego nowego kształtu doświadczymy w najbliższym czasie :)

I nie, tym razem oszczędzę dokumentacji zdjęciowej (i nie - nie posiadam takowej w ogóle :) )

Normalność

Normalność jest wtedy, gdy każdy dzień robi się podobny do poprzedniego, gdy za kilka dni, tygodni ktoś spyta "a co robiłaś w dniu X?", a ja nie będę w stanie odróżnić tego dnia od innego. Kiedyś taka normalność była zła, była niepożądana, bo zmiany są fajne. Ale teraz to chyba się Szpilkowa Mama po prostu starzeje i zaczyna potrzebować stabilizacji.
Tak naprawdę normalność to nuda, ale Szpilkowa Mama tęskni za nudą. Czasem ma wrażenie, że ciągle coś się dzieje, ciągle jakieś zmiany, ledwie tylko zdoła się przyzwyczaić do czegoś.

I takie też jest i będzie ten tydzień. Już za chwileczkę, już za momencik będę się tymi naszymi zmianami chwalić..a tymczasem potrzymajcie kciuki za nas.

niedziela, 6 marca 2011

Łobuziak.

Szpilkowa Mama ma swoje dziecko za bardzo grzeczne. Raczej nie sprawdza zanadto wytrzymałości rodziców. Jego "problem" to raczej jego tempo i to, by rodzice umieli myśleć tak szybko, jak on się przemieszcza.

Ale dziś...

...Dziś Szpilkowa Mama przyznaje się bez bicia, że ma PMS-Gigant. Sama ledwo radzi sobie ze sobą. Najchętniej schowałaby się pod koc i nie wychodziła stamtąd i nie gadała z nikim. Ale tak se ne da. Jest weekend.
W ramach rodzinnego spędzania wybrała się Szpilkowa Rodzina na zakupy ubraniowe. I się stało. Szpilkowa Mama w przebieralni - delikatnie rozebrana i.... "MAMA JEST GOLAS!!!!" - nagle zasłonka poleciała najpierw górę, potem na boki i tam już została. Tak - Szpilkowa Mama zaprezentowała swój stanik kolejce do przymierzalni. Ale to nie koniec. "Mama jest taaaaaka duża i taaaaaaka gruba!!!!" Hmm ci co jeszcze niezbyt dokładnie obejrzeli Szpilkową Mamę, teraz usłyszeli opinię pierworodnego. I na koniec - "Dupa, dupa, duuuuupa, papapa, duuupa" - z taką przyśpiewką opuściliśmy rozweselony ogonek, by po chwili Szpilkowa Mama mogła rzucić się na pomoc lecącemu na podłogę obrotowemu stojakowi z okularami p/słonecznymi.

Taaaaak. Ewidentnie PMS nie pomógł Szpilkowej Mamie w przeżywaniu dzisiejszego dnia.

A oto łobuz w dwu wydaniach wystrojony wg własnego pomysłu.

piątek, 4 marca 2011

Wiosna.

Wszyscy mówią, że jeszcze jej nie ma, że zwleka, że nie chce przyjść. Ale to słońce za oknem pracowym, które tak kusi i nęci, mówi co innego. Ptaszki świergolące co rano też zdają się nie wierzyć w rewelacje astrologów.
Mówi, że nawet jeśli jej jeszcze nie ma - to już czai się za rogiem.

Wczoraj zaliczyliśmy pierwsze wykopki w piaskownicy - szkoda, że snieg jeszcze mokry, brudny, ale już Szpilkowa Mama przebiera nogami na myśl, że niedługo siądzie ze Szpilusiem, ściagnie buty i zakopie nogi w piachu - i będzie myśleć, że jest gdzieś daleko, daleeeeko...gdzie śniegu nie ma.

A w ramach czarowania wiosny zakupiła sobie Szpilkowa Mama zielony kubek - na wiosnę, na szczęście, na uśmiech. Szczęście i uśmiech już wczoraj zdołał przynieść - czekamy zatem na trzeci element.

środa, 2 marca 2011

60 minut

Jutro ma Szpilkowa Mama bardzo stresujący dzień. Część stresująca powinna się skończyć do południa, więc dziś za mantrę służy hasło "60 stresujących minut trwa dokładnie tyle samo, co 60 najszczęśliwszych i najspokojnieszych minut"

I karmi się Szpilkowa Mama wizją drugiej połowy dnia. Zrobi zakupy i tym razem na pewno kupi coś dla siebie, a nie dla swoich chłopaków... Przejdzie się po Starówce może... Będzie mogła odebrać Szpilusia ze żłobka (a ze względu na godziny pracy - rzadko ma taką możliwość niestety)... Zrobi faworki.. Wieczorem może zalegnie w wannie... a potem już tylko piątek i weekend...

Tak zdecydowanie uprasza się, by było już południe dnia następnego :)

wtorek, 1 marca 2011

Zły czas

Miała dziś Szpilkowa Mama zły dzień, bardzo zły dzień.

I mimo że sobie tłumaczy, że zachowała się w miarę ok, że naprawdę długo powstrzymywała się od powiedzenia Szczęce tego, co jej dziś powiedziała, to jakoś jej tak nijak.


I jeszcze zaczyna rozmyślać, jakie jej zachowanie może mieć konsekwencje, to słabo Szpilkowej Mamie.

O tym jak dziś jej źle niech świadczy fakt, że nawet wypite na szybko dwie tequile sunrise nie pomogły.

Oj, źle :(

poniedziałek, 28 lutego 2011

Goście

Najbliższe dwa tygodnie miną pod hasłem goście. CI GOŚCIE. Co oznacza mnóstwo ludzi, mnóstwo bałaganu, mnóstwo roboty i... mnóstwo nerwów. Dołóżmy do tego PMS Szpilkowej Mamy i ....
....uuuu będzie bolało. Oznacza to reorganizację miejsc do spania, oznacza to reorganizację posiłków, oznacza to tarcia na różnych liniach..
Dziś już był tego przedsmak. Szpilek zapakował się w nocy do łóżka rodziców i ani myślał spać. Wydawał Szpilkowej Mamie komendy "nie odwlacaj się od Dawidka", "nie chowaj lącki" "śchowaj ląćkę", "głaskaj Dawidka", "nie głaskaj Dawidka"... wstała więc Szpilkowa Mama jak połamana, nieprzytomna i marząca o filiżance kawy. I nagle - stojąc przy blacie - poczuła jak malutkie cieplutkie ciałko przykleja się do jej nogi i szepcze "moja mamuuuuusia kochana".. ech, no i co z tego, że nie spałam w nocy?

sobota, 26 lutego 2011

Jabłko.

Dziś był Wielki Dzień.
I nie dlatego, że to sobota, choć to ważne. I nie dlatego, że pojechała Szpilkowa Rodzina do IKEI i kupili karnego jeżyka. I również nie dlatego, że była awantura przy wyjściu, bo te się zdarzają czasem - i nie czyni to dnia wyjątkowym :)

Dziś był Wielki Dzień, bo Szpilek po jakimś roku protestu owocowego, po prostu siadł jak człowiek przy stole obok Mamy, porozmawiali sobie o owocach na paterze, po czym... Szpilek próbował udawać jak się gryzie jabłko. Poszła więc Szpilkowa Mama za ciosem, szybko obrała jabłko, podzieliła na ćwiartki, połozyła na uprzednio wspólnie wybranym talerzyku i.....

I Szpilek zjadł ćwiartka po ćwiartce jabłko, cierpliwie gryząc, ssając i mlaszcząc. Stanęły łzy w oczach Mamie, bo już przestała wierzyć, że taki moment przyjdzie. Ale przyszedł. I dlatego to taki Wielki Dzień. :)

A oto dowód

piątek, 25 lutego 2011

Małe radości

Taką odwieczną małą radością Szpilkowej Mamy są Włochy i wszystko co z nimi związane. Marzy, że kiedyś tam jeszcze wróci i będzie ją stać, by na spokojnie powłóczyć się po tych małych klimatycznych miasteczkach, posłucha tego śpiewnego języka i zobaczy tych ówczesnych chłopaków, którzy teraz chwalą się coraz większymi brzuszkami, co to gwarantowali jej "amore per sempre". :)

Jest w domu taka książka - chyba najbardziej wartościowa z książek dla Mamy. Czterotomowy słownik włosko-polsko-włoski. Średnio porywająca lektura, ale do dziś gdy przypomina się Mamie, jak wychodziła z kolejnych korepetycji i odkładała kolejne pieniądze do kasetki "na słownik", jak wreszcie miała uciułane te dwie nadprogramowe stówy i poleciała na Krakowskie Przedmieście już o ósmej rano, by nabyć słowniki od pana ze straganu, z jaką dumą nosiła te książki w reklamówce przez cały dzień, z jaką melancholią te słowniki do dziś z kurzu przeciera (stoją oczywiście w salonie na honorowym miejscu), to tak sobie Szpilkowa Mama myśli, że niewiele zakupów w życiu przyniosło jej taką frajdę.

Wczoraj miała Szpilkowa Mama małe przypomnienie tego zdarzenia sprzed dziesięciu lat. Otóż, znalazła ona skan książki "nie do dostania" - do włoskiego, a jakże! - której długggo szukała. Ponad 400 stron, około 90 lekcji - tzw full wypas! (inna sprawa, że nie wie, kiedy będzie miała czas na naukę tegoż).

Jechała Szpilkowa Mama do domu i głaskała te kartki i już sie napawała myślą, jak siądzie wieczorem z winkiem i się pouczy. Przyniosła te drogocenne kartki do domu, na co dziecię zareagowało "Ooooo duzio kaltecek, duzio!!! Polysujemy jaziem na nich?" Schowała je więc Szpilkowa Mama najgłębiej jak się dało ;)

A już za chwileczkę, już za momencik - będzie weekend. Aaaaależ dobrze!

czwartek, 24 lutego 2011

Czas, czas, czas...

Jedni narzekają na pogodę, inni na brak pieniędzy, jeszcze inni na coś jeszcze. Może Szpilkowa Mama jest zbytnią optymistką, ale tak sobie myśli "oby nie było gorzej".

Ostatnie dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata (hoho - jak patetycznie wyszło!) nauczyły ją, że plany i nadzieje są po to, by się z nich śmiac za jakiś czas.

Kiedyś Szpilkowa Mama chciała mieć dom. Dom - taki z muru, parterowy, z poddaszem, z ogrodem. Marzyła, marzyła i... marzenia się rozeszły. Było więc mieszkanie i też je Szpilkowa Mama pokochała. Może nie do końca urządzone tak jak być powinno, ale Jej, zrobione wreszcie według jej wyobrażeń, jej pomysłu. I jak już się Szpilkowa Mama do tego mieszkania przyzwyczaiła, to jest szansa na to, że kiedyś... się wyprowadzi do Domu, takiego z muru, parterowego ;)

Innym marzeniem Szpilkowej Mamy była duża rodzina. Szpiluś jest drogocennym efektem dłuogtrwałego leczenia, starań, łez i wściekłości na cały świat. Jest efektem porwania się z motyką na słońce, które to słońce w końcu się poddało. Pojawił się wtedy, gdy Szpilkowa Mama była o krok od powiedzenia - pas, nie dam rady dalej. I wtedy, gdy Szpilek juz był na świecie, Szpilkowa Mama załozyła buńczucznie, ze chce więcej, że moze teraz juz wyczerpała limit próbowania jej przez zycie.
Niestety bardzo wiele, a nawet wszystko, wskazuje na to, ze Szpilek jednak jedynakiem będzie. I choć niejedno wino poszło na oswajanie tego tematu, to nadal siedzi to zadrą w sercu i głowie Szpilkowej Mamy. Takie słowa "Mamusia źjobi ziupkę, a timciasem chopaki nie mają ciasu by pomagać" osładzają ten stan i tak sobie Szpilkowa Mama układa w głowie, że jeszcze jakiś czas temu, jakieś 4 lata temu, ten stan obecny wydawałby się niedoścignionym ideałem, czymś nierealnym i nie do spełnienia. I ma Szpilkowa Mama gorące postanowienie celebrowania tego stanu rzeczy.

wtorek, 22 lutego 2011

Zwykły dzień

- Synku, jak masz na imię?
- Dawidek.
- A na nazwisko?
- Piśpam (??)
- A Twój tata jak ma na imię?
- Kuba.
- A mama?
- Muniaaaaa! (Od mamunia :) )

Młodemu się język rozwiązał już jakiś czas temu, ale ostatnio gada, gada i ... gada. I czasem się Szpilkowa Mama zastanawia, jak to było, gdy była cisza. I wie, że nigdy przenigdy nie chciałaby tego znowu doświadczać. Odkąd jest Szpilek, świat jest inny, kolorowy, szybki, ale i Szpilkowa Mama na ten świat inaczej patrzy.
A jeszcze się Szpilkowa Mama się dziś ciutkę podbudowała, więc i tu się pochwali. W testach numerycznych nie ma sobie równych - no może jest tych równych lub lepszych tylko 5%. HA!

czwartek, 17 lutego 2011

Początek.

"Teraz jest czas na początek, jutro będzie za późno".



Kiedyś musi być początek, więc czemu nie miałby być on dziś :) ?



Ona to Szpilkowa Mama, kobieta juz (!) trzydziestoletnia - mama, zona i ... robot domowy :)



On to Szpilkowy Tatik, wiekowo mocno zblizony do Szpilkowej Mamy. Spokoj i opanowanie i poukladanie w naszym zwiazku.



Ono to Synuś, Szpiluś. Prawie dwu-i-pół-letni Tajfun, długo oczekiwany, a wdarł sie w nasze zycie i przede wszystkim w nasze serca z takim impetem i taką siłą, że czasem przerazaja te zmiany.

Zapraszamy :)