Jedni narzekają na pogodę, inni na brak pieniędzy, jeszcze inni na coś jeszcze. Może Szpilkowa Mama jest zbytnią optymistką, ale tak sobie myśli "oby nie było gorzej".
Ostatnie dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata (hoho - jak patetycznie wyszło!) nauczyły ją, że plany i nadzieje są po to, by się z nich śmiac za jakiś czas.
Kiedyś Szpilkowa Mama chciała mieć dom. Dom - taki z muru, parterowy, z poddaszem, z ogrodem. Marzyła, marzyła i... marzenia się rozeszły. Było więc mieszkanie i też je Szpilkowa Mama pokochała. Może nie do końca urządzone tak jak być powinno, ale Jej, zrobione wreszcie według jej wyobrażeń, jej pomysłu. I jak już się Szpilkowa Mama do tego mieszkania przyzwyczaiła, to jest szansa na to, że kiedyś... się wyprowadzi do Domu, takiego z muru, parterowego ;)
Innym marzeniem Szpilkowej Mamy była duża rodzina. Szpiluś jest drogocennym efektem dłuogtrwałego leczenia, starań, łez i wściekłości na cały świat. Jest efektem porwania się z motyką na słońce, które to słońce w końcu się poddało. Pojawił się wtedy, gdy Szpilkowa Mama była o krok od powiedzenia - pas, nie dam rady dalej. I wtedy, gdy Szpilek juz był na świecie, Szpilkowa Mama załozyła buńczucznie, ze chce więcej, że moze teraz juz wyczerpała limit próbowania jej przez zycie.
Niestety bardzo wiele, a nawet wszystko, wskazuje na to, ze Szpilek jednak jedynakiem będzie. I choć niejedno wino poszło na oswajanie tego tematu, to nadal siedzi to zadrą w sercu i głowie Szpilkowej Mamy. Takie słowa "Mamusia źjobi ziupkę, a timciasem chopaki nie mają ciasu by pomagać" osładzają ten stan i tak sobie Szpilkowa Mama układa w głowie, że jeszcze jakiś czas temu, jakieś 4 lata temu, ten stan obecny wydawałby się niedoścignionym ideałem, czymś nierealnym i nie do spełnienia. I ma Szpilkowa Mama gorące postanowienie celebrowania tego stanu rzeczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz