Szpilkowa Mama przyznaje bez bicia, że w swoim synu zachwyca ją chyba wszystko, rozczula każda głupota, a oczy wilgotnieją na różne dziwności, z których kiedyś w przypadku osób trzecich się śmiała- ale uznajmy, że takimi prawami rządzi się macierzyństwo.
Z racji tego, że wczoraj Szpilkowa Mama urządziła sobie przymusowe wagary w pracy i została w domu, mogła odebrać Szpilka ze żłobka, pójść z nim na niespieszny spacer, poszukać wiosny (nie widziała ni kawałka - ponoć było ciepło, ale Szpilkowa Mama z gorączką mogłaby nawet i lata wczoraj nie zauważyć) - i dziecko wzięło i się rozbestwiło.
Dzisiejsze wyjście do pracy Szpilkowej Mamy było wzruszająco-rozdzierające. Najpierw usłyszała "Nigdzie nie idzies, zostajes w domku z sinkiem!", potem było zawiśnięcie na szyi (drugi koniec tułowia był aktualnie umieszczony w nocniku, więc pozycja dość niebezpieczna) i chlipanie "Nie ziośtanieś zie mną? Pobawis się kjoćkami? " ale na słowa Mamy, że wróci po południu tak szybko jak się da i pójdą na plac zabaw, usłyszała "Mama idzie do placi, Dadidek do źłobecka... papa, mama, miłego dnia, idź jusssssss!"
I jak go nie kochać?
ps. Tatę Szpilkowego też trzeba kochać - biedak od dwu dni po pracy jeździ samodzielnie własnymi ręcyma przenosi ogrodzenie na Szpilkowych włościach - w zamian za to, w krzakach (gdzie on te krzaki znalazł?) odkrył 10 zł i gratis przywiózł gorączkę, bolące ręce i zakwasy..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz