poniedziałek, 28 lutego 2011

Goście

Najbliższe dwa tygodnie miną pod hasłem goście. CI GOŚCIE. Co oznacza mnóstwo ludzi, mnóstwo bałaganu, mnóstwo roboty i... mnóstwo nerwów. Dołóżmy do tego PMS Szpilkowej Mamy i ....
....uuuu będzie bolało. Oznacza to reorganizację miejsc do spania, oznacza to reorganizację posiłków, oznacza to tarcia na różnych liniach..
Dziś już był tego przedsmak. Szpilek zapakował się w nocy do łóżka rodziców i ani myślał spać. Wydawał Szpilkowej Mamie komendy "nie odwlacaj się od Dawidka", "nie chowaj lącki" "śchowaj ląćkę", "głaskaj Dawidka", "nie głaskaj Dawidka"... wstała więc Szpilkowa Mama jak połamana, nieprzytomna i marząca o filiżance kawy. I nagle - stojąc przy blacie - poczuła jak malutkie cieplutkie ciałko przykleja się do jej nogi i szepcze "moja mamuuuuusia kochana".. ech, no i co z tego, że nie spałam w nocy?

sobota, 26 lutego 2011

Jabłko.

Dziś był Wielki Dzień.
I nie dlatego, że to sobota, choć to ważne. I nie dlatego, że pojechała Szpilkowa Rodzina do IKEI i kupili karnego jeżyka. I również nie dlatego, że była awantura przy wyjściu, bo te się zdarzają czasem - i nie czyni to dnia wyjątkowym :)

Dziś był Wielki Dzień, bo Szpilek po jakimś roku protestu owocowego, po prostu siadł jak człowiek przy stole obok Mamy, porozmawiali sobie o owocach na paterze, po czym... Szpilek próbował udawać jak się gryzie jabłko. Poszła więc Szpilkowa Mama za ciosem, szybko obrała jabłko, podzieliła na ćwiartki, połozyła na uprzednio wspólnie wybranym talerzyku i.....

I Szpilek zjadł ćwiartka po ćwiartce jabłko, cierpliwie gryząc, ssając i mlaszcząc. Stanęły łzy w oczach Mamie, bo już przestała wierzyć, że taki moment przyjdzie. Ale przyszedł. I dlatego to taki Wielki Dzień. :)

A oto dowód

piątek, 25 lutego 2011

Małe radości

Taką odwieczną małą radością Szpilkowej Mamy są Włochy i wszystko co z nimi związane. Marzy, że kiedyś tam jeszcze wróci i będzie ją stać, by na spokojnie powłóczyć się po tych małych klimatycznych miasteczkach, posłucha tego śpiewnego języka i zobaczy tych ówczesnych chłopaków, którzy teraz chwalą się coraz większymi brzuszkami, co to gwarantowali jej "amore per sempre". :)

Jest w domu taka książka - chyba najbardziej wartościowa z książek dla Mamy. Czterotomowy słownik włosko-polsko-włoski. Średnio porywająca lektura, ale do dziś gdy przypomina się Mamie, jak wychodziła z kolejnych korepetycji i odkładała kolejne pieniądze do kasetki "na słownik", jak wreszcie miała uciułane te dwie nadprogramowe stówy i poleciała na Krakowskie Przedmieście już o ósmej rano, by nabyć słowniki od pana ze straganu, z jaką dumą nosiła te książki w reklamówce przez cały dzień, z jaką melancholią te słowniki do dziś z kurzu przeciera (stoją oczywiście w salonie na honorowym miejscu), to tak sobie Szpilkowa Mama myśli, że niewiele zakupów w życiu przyniosło jej taką frajdę.

Wczoraj miała Szpilkowa Mama małe przypomnienie tego zdarzenia sprzed dziesięciu lat. Otóż, znalazła ona skan książki "nie do dostania" - do włoskiego, a jakże! - której długggo szukała. Ponad 400 stron, około 90 lekcji - tzw full wypas! (inna sprawa, że nie wie, kiedy będzie miała czas na naukę tegoż).

Jechała Szpilkowa Mama do domu i głaskała te kartki i już sie napawała myślą, jak siądzie wieczorem z winkiem i się pouczy. Przyniosła te drogocenne kartki do domu, na co dziecię zareagowało "Ooooo duzio kaltecek, duzio!!! Polysujemy jaziem na nich?" Schowała je więc Szpilkowa Mama najgłębiej jak się dało ;)

A już za chwileczkę, już za momencik - będzie weekend. Aaaaależ dobrze!

czwartek, 24 lutego 2011

Czas, czas, czas...

Jedni narzekają na pogodę, inni na brak pieniędzy, jeszcze inni na coś jeszcze. Może Szpilkowa Mama jest zbytnią optymistką, ale tak sobie myśli "oby nie było gorzej".

Ostatnie dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata (hoho - jak patetycznie wyszło!) nauczyły ją, że plany i nadzieje są po to, by się z nich śmiac za jakiś czas.

Kiedyś Szpilkowa Mama chciała mieć dom. Dom - taki z muru, parterowy, z poddaszem, z ogrodem. Marzyła, marzyła i... marzenia się rozeszły. Było więc mieszkanie i też je Szpilkowa Mama pokochała. Może nie do końca urządzone tak jak być powinno, ale Jej, zrobione wreszcie według jej wyobrażeń, jej pomysłu. I jak już się Szpilkowa Mama do tego mieszkania przyzwyczaiła, to jest szansa na to, że kiedyś... się wyprowadzi do Domu, takiego z muru, parterowego ;)

Innym marzeniem Szpilkowej Mamy była duża rodzina. Szpiluś jest drogocennym efektem dłuogtrwałego leczenia, starań, łez i wściekłości na cały świat. Jest efektem porwania się z motyką na słońce, które to słońce w końcu się poddało. Pojawił się wtedy, gdy Szpilkowa Mama była o krok od powiedzenia - pas, nie dam rady dalej. I wtedy, gdy Szpilek juz był na świecie, Szpilkowa Mama załozyła buńczucznie, ze chce więcej, że moze teraz juz wyczerpała limit próbowania jej przez zycie.
Niestety bardzo wiele, a nawet wszystko, wskazuje na to, ze Szpilek jednak jedynakiem będzie. I choć niejedno wino poszło na oswajanie tego tematu, to nadal siedzi to zadrą w sercu i głowie Szpilkowej Mamy. Takie słowa "Mamusia źjobi ziupkę, a timciasem chopaki nie mają ciasu by pomagać" osładzają ten stan i tak sobie Szpilkowa Mama układa w głowie, że jeszcze jakiś czas temu, jakieś 4 lata temu, ten stan obecny wydawałby się niedoścignionym ideałem, czymś nierealnym i nie do spełnienia. I ma Szpilkowa Mama gorące postanowienie celebrowania tego stanu rzeczy.

wtorek, 22 lutego 2011

Zwykły dzień

- Synku, jak masz na imię?
- Dawidek.
- A na nazwisko?
- Piśpam (??)
- A Twój tata jak ma na imię?
- Kuba.
- A mama?
- Muniaaaaa! (Od mamunia :) )

Młodemu się język rozwiązał już jakiś czas temu, ale ostatnio gada, gada i ... gada. I czasem się Szpilkowa Mama zastanawia, jak to było, gdy była cisza. I wie, że nigdy przenigdy nie chciałaby tego znowu doświadczać. Odkąd jest Szpilek, świat jest inny, kolorowy, szybki, ale i Szpilkowa Mama na ten świat inaczej patrzy.
A jeszcze się Szpilkowa Mama się dziś ciutkę podbudowała, więc i tu się pochwali. W testach numerycznych nie ma sobie równych - no może jest tych równych lub lepszych tylko 5%. HA!

czwartek, 17 lutego 2011

Początek.

"Teraz jest czas na początek, jutro będzie za późno".



Kiedyś musi być początek, więc czemu nie miałby być on dziś :) ?



Ona to Szpilkowa Mama, kobieta juz (!) trzydziestoletnia - mama, zona i ... robot domowy :)



On to Szpilkowy Tatik, wiekowo mocno zblizony do Szpilkowej Mamy. Spokoj i opanowanie i poukladanie w naszym zwiazku.



Ono to Synuś, Szpiluś. Prawie dwu-i-pół-letni Tajfun, długo oczekiwany, a wdarł sie w nasze zycie i przede wszystkim w nasze serca z takim impetem i taką siłą, że czasem przerazaja te zmiany.

Zapraszamy :)